Ale każdej nocy trenowała. Nie dla zemsty. Nie po to, by się bić. Dla gotowości. Bo nigdy nie wiadomo, kiedy trzeba będzie się bronić – nie tylko ciałem, ale i duchem.
Po kilku tygodniach sytuacja się zaostrzyła. Sema zaczął się nudzić. Stało się zbyt łatwo. Zaczął czekać na Arinę pod szatnią. „Przypadkiem” ocierał się o nią ramieniem. Pewnego dnia popchnął ją o ścianę. Uśmiechnął się krzywo:
– Chyba ci się podoba? Skoro milczysz – to się zgadzasz.
Arina tylko poprawiła plecak i odeszła.
Jej milczenie – to nie strach. To wybór.
Tego wieczoru trenowała dłużej niż zwykle. Ojciec wszedł do sali, usiadł na ławce, patrzył.
– Dotyka cię? – zapytał.
– Nieważne – odpowiedziała. – Na razie sobie radzę.
– Dobrze – powiedział. – Znasz zasady: nigdy pierwsza. Ale jeśli się zacznie – nie miej litości.