Minął jeszcze tydzień. Arina została po lekcjach: projekt, biblioteka, pomoc woźnej. Wyszła późno. Prawie wszyscy już poszli. Było szaro, zimno. Liście wirowały pod stopami, wiatr świstał w uszach. Kierowała się w stronę przystanku, gdy usłyszała kroki za sobą. Głosy. Sema i czwórka jego kolegów.
– No co, nowa, nie boisz się ciemności? – uśmiechnął się. – My tylko chcemy porozmawiać. Przyjaźnie. Nikt nie zrobi nic złego… Tylko pamiętaj: milczenie oznacza zgodę.
Arina się zatrzymała.
Postawiła plecak na ziemi.
Zdjęła kurtkę…
Związała włosy.
Odwróciła się.
— Co, naoglądałaś się filmów? — zaśmiał się Liocha.
Siedem sekund.
Pierwszy cios — w brzuch. Drugi — w ramię. Trzeci — w kolano. Czwartego przerzuciła przez biodro. Piąty nawet nie zdążył podnieść rąk.
Sema stał osłupiały. Patrzył na nią, jakby widział ją po raz pierwszy. Jakby właśnie zrozumiał, że popełnił błąd.
— Ty… ty kim w ogóle jesteś?!
Arina spokojnie założyła kurtkę, podniosła plecak i odpowiedziała: