NOWA W SZKOLE? Chuligani uznali, że jest bezbronna. Ale wszystko się zmieniło, gdy dowiedzieli się, kim są jej rodzice…

— Tą, której nie należało ruszać.

Odeszła. Jakby nic się nie stało.

Następnego dnia w szkole panowała niezwykła cisza. Semy nie było. Jeden z jego kolegów przyszedł z podbitym okiem. Drugi — z bandażem na ręce. Nauczyciele milczeli. Ale spojrzenia były inne. Uważniejsze. Bardziej pełne szacunku.

Arina siedziała w swojej ławce z tyłu. Jak zawsze. Pisała. Patrzyła przed siebie. Nie szukała nikogo wzrokiem. Nie bała się nikogo.

Nikt już jej nie przezywał. Nikt nie żartował. Tylko raz, przechodząc obok, nauczycielka szepnęła:
— Dobrze, że jesteś z nami.

Arina nie odpowiedziała.

Miesiąc później do szkoły przyszła nowa uczennica — Swieta. Krucha, z cienkim głosem i niepewnym spojrzeniem. Na przerwie podszedł do niej ten sam chłopak:
— No i jak masz na imię, ślicznotko?

Zanim Swieta zdążyła odpowiedzieć, obok niej pojawiła się Arina. Po prostu podeszła. Spojrzała mu w oczy. I to wystarczyło.

— Dobra, dobra, żartowaliśmy — wymamrotał chłopak.

Swieta patrzyła na nią z podziwem.

— Ty jej przecież nie uderzyłaś — powiedziała później.
— Nie — odpowiedziała Arina. — Czasem wystarczy po prostu stać.

Od tej pory dla wielu stała się wzorem. Nie „twardzielką” ani „wojowniczką” — tylko kimś prawdziwym. Przychodzono do niej po radę, po wsparcie, po siłę. A ona dawała najważniejsze — wiarę w siebie.