To nic trudnego.
14-latka myła podłogi i naczynia za kanapkę i kilkaset złotych miesięcznie. Podczas gdy na konta moich rodziców wpływały kwoty, które mogłyby jej wystarczyć na czesne, ubrania, wycieczki.
Poczułam gulę w gardle. Ale nie płakałam.
Na pierwszej linii frontu uczysz się nie płakać, kiedy boli.
— Masz dwie możliwości — powiedziałam bez ogródek. Albo oddasz mi wszystkie lejki w ciągu 30 dni, albo jutro rano złożę skargę o defraudację i nadużycia finansowe.
Tata wybuchnął.
— Jak śmiesz grozić rodzicom?!
— Jak śmiesz okradać siostrzenicę? — odpowiedziałem.
Nikt nic nie powiedział.
Tylko zegar w kuchni tykał.
Tego wieczoru już nic nie jadłem. Wziąłem córkę i pojechałem do hotelu. Mały, skromny pokój. Ale było cicho.
Cătălina usiadła na łóżku i spojrzała na mnie z przerażeniem.
— Czy to moja wina?
Usiadłem obok niej i wziąłem ją w ramiona.
— Jesteś jedyną dobrą rzeczą, jaka mi się w życiu przytrafiła — powiedziałem jej. — Nigdy więcej nie wierz, że trzeba pracować, żeby zasłużyć na miłość.
Wybuchnęła płaczem.