Szedł brukowanymi uliczkami, pomiędzy rezydencjami skrywanymi za wysokimi, porośniętymi bluszczem murami, aż dotarł do piekarni Dona Joaquina, tuż w chwili, gdy starzec miał właśnie zgasić światło.
Z nieśmiałością, która sprawiła, że jej głos zadrżał, wskazała na ostatnią babeczkę waniliową w gablocie, ozdobioną pojedynczą rozetką różowego lukru.
Dowiedziawszy się, że to jej urodziny, miły piekarz nie tylko starannie zapakował prezent, ale również podarował jej małą białą świeczkę, życząc jej błogosławieństwa, co dla Marii było jak uścisk, o którym nie wiedziała, że go potrzebuje.