On był samotnym milionerem, ona jego niewidzialną pracownicą. Pewnej
Maria zawahała się na sekundę.
-Tak, proszę pana.
Cisza.
Leonardo spojrzał na mały tort na stole.
Ciasto mieszczące się na dłoni.
Ciasto, które kosztowało mniej niż wino podane tego samego wieczoru na kolacji z inwestorami.
Poczuła nieprzyjemny ucisk w piersi.
—Dlaczego świętujesz sam?
Pytanie zawisło w powietrzu, niczym coś zakazanego.
Maria spojrzała zaskoczona.
Nikt go o to nie pytał od lat.
Nikt go o nic istotnego nie pytał.
Przełknął ślinę.
—Bo… —jej głos ledwo się załamał— Nie mam już z kim świętować.
Leonardo poczuł, jak te słowa przeszywają mu żołądek.