On był samotnym milionerem, ona jego niewidzialną pracownicą. Pewnej

Bo on też nie.

Miał partnerów.

Pracownicy.

Łączność.

Setki numerów na jego telefonie.

Ale nie ma nikogo, do kogo można zadzwonić o północy i powiedzieć: „Czuję się pusty”.

Podszedł do stołu.

Wziął niezapaloną świecę.

On ją obserwował.

Następnie położyła go z powrotem na torcie.

Wyjął z kieszeni zapalniczkę.

Płomień odrodził się.

Mały.

Nietrwały.

Ale żywy.

Maria spojrzała na niego nie rozumiejąc.

—Pomyśl jeszcze jedno życzenie—powiedział.