Ona adoptowała pięcioro dzieci, których nikt nie chciał.25 lat później
Lata mijały. Chłopcy dorastali, kłócili się, wyjeżdżali, wracali. A Rosemary... po prostu była. Czekała na telefony, wiadomości, czasem tylko zdjęcie na święta.
A potem przyszedł ten dzień.
Było to dokładnie 25 lat później. Rosemary miała już srebrne włosy i trochę zgarbione plecy. Siedziała na werandzie, popijając herbatę, gdy nagle usłyszała hałas na podjeździe.
Pięć samochodów. Z każdego wysiadł dorosły mężczyzna — elegancki, uśmiechnięty, pewny siebie.
To byli oni.