Opiekowała się samotnym staruszkiem, nie oczekując niczego w zamian.
„Nie winię go” – powiedział Walter pewnego ranka, jego głos był stanowczy, ale pusty. „Ludzie mają swoje życie. Ja jestem w trakcie rozdziałów, czekam na epilog. Jestem starym meblem w pokoju, którego już nikt nie odwiedza”.
Mara poczuła ukłucie w piersi. Sięgnęła do formikowego stołu i ścisnęła pomarszczoną dłoń starca.
—Być może nowy rozdział dopiero się zaczyna, panie Finch. Być może najlepsza część dopiero zostanie napisana.
Zaczęła mu pomagać w drobnych sprawach. Odkładała gazetę, zanim inni klienci ją pobrudzą. Rezerwowała mu stolik z tabliczką „Zajęte” w godzinach szczytu śniadaniowego, żeby nikt nie zabrał mu spokojnego kącika.