— Przypomniało jej się morze… i kobieta, która piekła słodkie bułeczki.
Pani Elena zakryła usta dłońmi i wybuchnęła płaczem. Łzy płynęły jej bez przerwy, a młody mężczyzna, nie wiedząc, co zrobić, delikatnie położył jej dłoń na ramieniu.
— Była moją córką, zdołała powiedzieć między szlochami. Była moją małą dziewczynką…
Młody mężczyzna wstał oszołomiony.
— Pani… Nie wiedziałem. Myślałem…
Ale Elena już go nie słuchała. Patrzyła na wytatuowaną twarz, dotykając jej drżącymi palcami, jakby chciała pogłaskać skórę.
— Gdzie jest pochowana? — zapytała przez łzy.
Powoli skinął głową.
— Na małym cmentarzu obok sierocińca. Nie miała nikogo, więc tego dnia byłem tam ja.
Następnego dnia Elena wyjechała sama na Fetești. Droga była długa, ale zdawała się jej nie czuć. W torbie niosła zdjęcie Sofii, świeczkę i biały kwiat.
Kiedy dotarła na miejsce, strażnik sierocińca zaprowadził ją w ustronny zakątek cmentarza. Mały drewniany krzyż z ledwo czytelnym napisem: „Sofia — 2005–2015”.