Osiem lat po zaginięciu córki matka rozpoznaje swoją twarz wytatuowaną na ramieniu mężczyzny

— Przypomniało jej się morze… i kobieta, która piekła słodkie bułeczki.

Pani Elena zakryła usta dłońmi i wybuchnęła płaczem. Łzy płynęły jej bez przerwy, a młody mężczyzna, nie wiedząc, co zrobić, delikatnie położył jej dłoń na ramieniu.

— Była moją córką, zdołała powiedzieć między szlochami. Była moją małą dziewczynką…

Młody mężczyzna wstał oszołomiony.

— Pani… Nie wiedziałem. Myślałem…

Ale Elena już go nie słuchała. Patrzyła na wytatuowaną twarz, dotykając jej drżącymi palcami, jakby chciała pogłaskać skórę.

— Gdzie jest pochowana? — zapytała przez łzy.

Powoli skinął głową.

— Na małym cmentarzu obok sierocińca. Nie miała nikogo, więc tego dnia byłem tam ja.

Następnego dnia Elena wyjechała sama na Fetești. Droga była długa, ale zdawała się jej nie czuć. W torbie niosła zdjęcie Sofii, świeczkę i biały kwiat.

Kiedy dotarła na miejsce, strażnik sierocińca zaprowadził ją w ustronny zakątek cmentarza. Mały drewniany krzyż z ledwo czytelnym napisem: „Sofia — 2005–2015”.