Owdowiały milioner zabierał ze sobą do pracy swoje nieme córki trojaczki

„Słuchajcie… robimy przerwę. Nikt was nie pogania”.

Simina i Adina wyciągnęły do ​​niego palce, dotykając go nieśmiało, jakby sprawdzały, czy jest prawdziwy. Było jasne – dziewczyny potrzebowały bezpieczeństwa, a nie zasad.

Gheorghe westchnął.
„Nie odzywałem się… odkąd Ana odeszła. Tej nocy… była burza. I zostaliśmy tylko we czwórkę. Nie wiedziałem… jak… być wszystkim”.

Paula przycisnęła dłoń do piersi. Rozumiała go. Jego ból był większy niż jakiekolwiek konto bankowe. Można być milionerem i nadal być najbiedniejszym człowiekiem w głębi duszy.

„Czasami dzieci nie potrzebują wyjaśnień” – powiedziała cicho. „Potrzebują tylko kogoś, kto nie odejdzie”.

Silvia uniosła pluszowego misia w stronę Pauli.