— Jestem Viktor. Chodź.
Wyszliśmy na ulicę. Zimno nie wydawało się już takie okrutne – a może to tylko ja tak uważałem. Nie zaprowadził mnie do samochodu, jak się spodziewałem, ale za róg, do tylnego wejścia do restauracji.
— Jestem Viktor. Chodź.
Wyszliśmy na ulicę. Zimno nie wydawało się już takie okrutne – a może to tylko ja tak uważałem. Nie zaprowadził mnie do samochodu, jak się spodziewałem, ale za róg, do tylnego wejścia do restauracji.
„Tu jest pokój nauczycielski” – powiedział. „Ciepło. Herbata. Prysznic. Wyglądasz, jakbyś dawno nie spał w porządnym łóżku”.
Zatrzymałem się.
„Ja… ja nie mogę…” – bełkotałam. „Nie proszę o więcej. W każdym razie…”