Płakałam długo. Nie cicho, nie powstrzymywana

Spojrzał mi prosto w oczy. Stanowczo, ale bez presji.

„Nie robię tego z litości. I nie oczekuję niczego w zamian. Czasami człowiek po prostu potrzebuje miejsca, gdzie nie zostanie odesłany”.

Pokój był mały, ale czysty. Białe ściany, sofa, czajnik. Siedziałam z gorącą herbatą w dłoni, obejmując kubek obiema dłońmi i czułam, jak powoli się rozluźniam.

„Możesz tu zostać na noc” – powiedział Viktor. „Rano zastanowimy się, co dalej. Dobrze?”

Skinąłem głową. Nie miałem siły się sprzeciwiać.

Zapach kawy obudził mnie rano. Przez kilka sekund nie wiedziałam, gdzie jestem i byłam przerażona — potem wszystko do mnie wróciło i znowu miałam ochotę płakać.

Viktor siedział przy stole, otoczony papierami.