Płakałam długo. Nie cicho, nie powstrzymywana
„Wstałeś wcześnie” – powiedział, nawet nie podnosząc wzroku. „To dobrze”.
Dał mi śniadanie. Prawdziwe śniadanie. Nie resztki. Nie „jeśli coś zostało”. Zacząłem mu opowiadać historie, kiedy mnie karmił. Nie wszystko naraz, nie wszystko – nie przerywał.
O moim mężu, który odszedł z inną kobietą, zostawiając mnie bez pieniędzy i mieszkania. O miejscu pracy, gdzie najpierw wypłata się spóźniała, a potem po prostu zamknęli. O znajomych, którzy na początku „bardzo żałowali”, a potem przestali odbierać telefony. O dziwnych sofach, ławkach, głodzie.
„Dlaczego nie poprosiłaś o pomoc?” – zapytał.