Płakałam długo. Nie cicho, nie powstrzymywana

Zastanowił się przez chwilę, po czym powiedział:

— Mam ofertę. Nie jałmużnę. Pracę.

Spojrzałem w górę.

- Praca?

— Tak. W kuchni. Jako pomoc domowa. To nie jest skomplikowane. Płacę uczciwie. Jak ci się nie podoba, to odchodzisz.

Bałam się w to uwierzyć. Nadzieja zbyt wiele razy była pułapką. Ale w jego głosie nie było kłamstwa.

„Zgodzę się” – powiedziałem. „Nawet jeśli to tylko tydzień”.