Po słowach Béli Kovácsa pani Antónia Sárközi długo nie mogła się uspok

„ To my ” – powiedział drugi ciszej. „ István i Gergő.”

Wstał zbyt gwałtownie, czując zawroty głowy. István natychmiast pojawił się obok niego i ostrożnie chwycił go za łokieć – jakby to było naturalne, jakby zawsze to robił.

„ Oni żyją… ” – jego głos drżał. „ Oni żyją…”

Gregor się uśmiechnął — tym starym, skradzionym uśmiechem .

„ Znaleźliśmy cię ” – powiedział. „ Szukaliśmy cię od dawna”.

Poszli do mieszkania Antonii. Było małe, stare, z gobelinami i zapachem gotowanej kapusty. Antonia pospiesznie weszła, przepraszając za bałagan, niedobór i herbatę bez cukru.

„ W takim razie nas uratowałeś ” – powiedział István, gdy usiedli przy stole. „ Nigdy o tym nie zapomnieliśmy”.