Nie opowiadali historii od razu. O pożarze. O instytucie. O ucieczkach. O powrocie. O tym, jak Gergő zachorował i jak István przesiadywał nocami przed drzwiami szpitala. Potem o mężczyźnie – starym znajomym ich ojca, który rozpoznał synów piekarza. Najpierw pomagał im się uczyć. Potem pomagał im pracować.
„ Zaczęliśmy od małej piekarni ” – powiedział Gergő. „ Takiej, o jakiej zawsze marzyliśmy. Potem mieliśmy kolejną. A potem jeszcze więcej”.
Antonia słuchała i kiwała głową. Brzmiało to jak obca historia – piękna, ale odległa. Nie to było najważniejsze.