Ana obserwowała go z dystansu, nieufnie. Ale stopniowo jej mury pękały.
Pewnego wieczoru siedzieli we trójkę przy stole. Prosta zupa, ciepły chleb. Maria się śmiała.
— Tato, wracasz jutro? — zapytała.
— Przychodzę codziennie — odpowiedział Vlad.
Ana otarła oczy.
Po kilku miesiącach Vlad przeniósł ich do lepszego mieszkania. Nie dużego, nie luksusowego, ale ciepłego. Ze światłem. Ze spokojem.
Pewnego wiosennego poranka Maria wyjęła swoją bransoletkę i mu ją podała.