Przyszedł po podpis.
Po pieniądze.
4 miliony lei.
Tyle właśnie byli warci jego rodzice w jego pamiętniku.
A wstyd uderzył go jak cios w brzuch.
Po raz pierwszy w życiu wszystkie dyplomy, wszystkie umowy, wszystkie numery nic już nie znaczyły.
Zapukał cicho.
Właz otworzył się od środka.
Ojciec spojrzał na niego bez zdziwienia.
„Wiedziałem, że przyjdziesz” – powiedział po prostu.
Za nim matka siedziała przy małym stoliku z włączoną lampą. Było ciepło. Było czysto. To był… dom.
„Przyszedłem…” – zaczął Radu, ale słowa nie chciały wydobyć z siebie.
Ojciec czekał.