Rozmawiałam z córką coraz rzadziej. Sama stawałam się coraz bardziej zdystansowana. Nie chciałam narzekać. Nie chciałam, żeby się martwiła. A co mogłam powiedzieć? Że nie podobał jej się mój ton? Że patrzyła na mnie z dezaprobatą, kiedy długo rozmawiałam przez telefon? Że w tym mieszkaniu trudno było oddychać? Przecież mnie nie uderzyła. Nie krzyczała. To i tak byłoby w porządku, prawda?
Potem nadeszła noc, która wszystko uporządkowała.