…potem było jeszcze gorzej.

Rozmawiałam z córką coraz rzadziej. Sama stawałam się coraz bardziej zdystansowana. Nie chciałam narzekać. Nie chciałam, żeby się martwiła. A co mogłam powiedzieć? Że nie podobał jej się mój ton? Że patrzyła na mnie z dezaprobatą, kiedy długo rozmawiałam przez telefon? Że w tym mieszkaniu trudno było oddychać? Przecież mnie nie uderzyła. Nie krzyczała. To i tak byłoby w porządku, prawda?

Potem nadeszła noc, która wszystko uporządkowała.

Wróciłem późno z pracy. Bardzo późno – raport, pilna naprawa. Telefon mi padł, nawet nie zauważyłem. Przyjechałem półtorej godziny później niż zwykle. Czekała w kuchni. Światła były zgaszone, z wyjątkiem lampy nad stołem. Jej twarz była surowa. Dziwne.

„Gdzie byłeś?” zapytał spokojnie. Zbyt spokojnie.

Zacząłem mu tłumaczyć. O pracy, o telefonie. Słuchał. Potem powiedział tylko: