— Powiedziałam: białe, a nie cieliste! — przyszła teściowa wpadła w hi
Irina zmieszała się, lecz zakochane uszy usłyszały tylko to, co najważniejsze — to przeznaczenie.
Zadzwoniła do mamy z radosną nowiną:
— Mamo, Artiom mi się oświadczył!
Swietłana Wiktorowna długo milczała.
— Córeczko, masz dopiero dwadzieścia dwa lata… Może najpierw zamieszkacie razem, lepiej się poznacie?
A ojciec, Nikita Iwanowicz, tylko zmarszczył brwi, słysząc to już od żony:
— Co to za Artiom? Najpierw trzeba mu się przyjrzeć.
Najpierw jednak Artiom zaprowadził Irinę do swoich rodziców. Ich dom był przestronny, wszędzie stały szafy, w salonie był kominek, a na parapetach — kwiaty doniczkowe. Olga Pietrowna, matka pana młodego, przywitała Irinę uważnym i chłodnym spojrzeniem. Uśmiech niby był, lecz bardzo powściągliwy. Michaił Iwanowicz przeciwnie — sprawiał wrażenie dobrodusznego, ale był małomówny.
Podczas kolacji Olga Pietrowna zasypywała Irinę pytaniami jedno po drugim, jakby wypełniała ankietę przyszłej synowej: