— Powiedziałam: białe, a nie cieliste! — przyszła teściowa wpadła w hi
— Tato, on nie jest sportowcem, tylko wykładowcą.
— A co, wykładowcy teraz dobrze zarabiają? Innych opcji nie było?
Swietłana Wiktorowna również nie kryła obaw:
— Za szybko to wszystko u was, córeczko. Spójrz, jakie on ma spojrzenie… drapieżne. Oczy zimne. Nie podoba mi się. Może poczekasz trochę, jeszcze pół roku się spotkacie, a potem dopiero wesele?
Ale Irina nie słuchała. W głowie dźwięczało jedno: „Jestem kochana. Jestem narzeczoną”.
Ślub wyznaczono na sierpień. Irina już widziała w myślach kremową suknię i niewielki bukiet lilii w dłoniach. Lecz wszystko potoczyło się nie tak, gdy przyszła teściowa oznajmiła, że Irina wyjdzie za mąż w jej sukni.
— Założysz moją suknię ślubną i żadnych dyskusji! Poza tym na weselu nie będzie żadnych druhen, wykupów ani głupot. Zrozumiałaś mnie?
Irina na wszystko się zgadzała, tak była oślepiona miłością. A Swietłana Wiktorowna tylko ze smutkiem patrzyła, jak jej córka rujnuje własny los.
— Córeczko, to nie jest odpowiedni człowiek…
Pewnego dnia, na dwa tygodnie przed ślubem, Irina przyszła na przymiarkę sukni do Olgi Pietrowny. Artioma nie było w domu, podobnie jak Michaiła Iwanowicza, który był w pracy. W przestronnym mieszkaniu panowała cisza. Tylko tykanie zegara i sporadyczne skrzypnięcia starego drewna ją przerywały.
— No dobrze, Irinko — powiedziała Olga Pietrowna, wyciągając z szafy starannie złożoną w pokrowcu suknię. — Uważaj z tą suknią. Ma jednak trzydzieści pięć lat, to nie byle co.
Irina kiwnęła głową. Przyniosła ze sobą torbę z rajstopami, butami i spinkami do włosów. Rozebrała się, wyjęła nowe beżowe rajstopy i zaczęła je ostrożnie zakładać.
I w tym momencie drzwi do pokoju gwałtownie się otworzyły.