— Co ty wyprawiasz?! — krzyknęła Olga Pietrowna.
— Ja… przymierzam — zmieszała się Irina. — Założyłam rajstopy, zaraz suknię… Przecież sama pani kazała.
— Co ty wyprawiasz?! — krzyknęła Olga Pietrowna.
— Ja… przymierzam — zmieszała się Irina. — Założyłam rajstopy, zaraz suknię… Przecież sama pani kazała.
— Ależ z ciebie tępa idiotka! — zapiszczała Olga Pietrowna i bez chwili namysłu chwyciła ze stołu grubą książkę w twardej oprawie. — Przecież mówiłam ci, że u panny młodej wszystko ma być białe! Wszystko! Od stóp aż po welon!
Irina nawet nie zdążyła nic zrozumieć. Pierwszy cios trafił w skroń, potem w czoło.
— Co pani… co pani robi?! — krzyknęła, zasłaniając się rękami z zaskoczenia.
Ale Olga Pietrowna, jakby oszalała, biła dalej, z jakimś obłędem, jakby nie widziała przed sobą człowieka.
— Tępa! Bez mózgu! — wrzeszczała. — Czy naprawdę tak trudno zapamiętać? Zaraz wybiję z ciebie całą tę głupotę!…
Książka wyślizgnęła się z rąk, a ostry róg rozciął skórę nad brwią. Irina chwyciła się za twarz — na palcach została krew. Z szoku nawet nie zapłakała, po prostu szybko zebrała swoje rzeczy i wyszła, korzystając z chwili zawahania Olgi Pietrowny.
— Dokąd idziesz?! — jeszcze słyszała za sobą Irina. — Wracaj! Nie waż się wychodzić!
Irina nie odpowiadała. Wzięła torebkę, wyjęła chusteczkę i, przyciskając ją do oka, wyszła z klatki schodowej. Palce drżały, gdy wybierała numer ojca.
— Tato… ja… możesz przyjechać? — wyszeptała ledwo słyszalnie.
Nikita Iwanowicz przyjechał po dwudziestu minutach. Gdy zobaczył córkę, natychmiast pobladł.