Jego słowa zawisły w powietrzu. Mara przesunęła dłonią po brzuchu i po raz pierwszy poczuła spokój, którego nie zaznała od dawna.
— Będzie dobrze, zobaczysz — powiedział Andriej, wręczając jej wizytówkę. — Przyjdź jutro do biura. Mam dla ciebie bardziej odpowiednie stanowisko.
— Ja? Ale ja nie mam szkoły, nie mam odpowiednich ubrań… — mruknęła.
— Masz odwagę. Tego nie uczą w szkole.
Kilka dni później Mara nieśmiało weszła do eleganckiego budynku firmy Andrieja. Była ubrana skromnie, ale z wysoko uniesioną głową. Sekretarka zaprowadziła ją do jasnego biura, gdzie czekał na nią Andriej.
— Witam, pani Ionescu — powiedział, wstając i uśmiechając się. — Od dziś kieruje pani programem pracowników fundacji charytatywnej. Wiem, że dobrze pani wykona swoją pracę.
Mara nie mogła powstrzymać łez.
— Nie wiem, jak pani dziękować.