„Przepraszam… Poruszam się na wózku inwalidzkim” – wyjaśniła cicho.

Elena podeszła bliżej do stołu, wzięła jeden z ołówków i obróciła kolorowankę w swoją stronę.

„Umówmy się w tej sprawie” – powiedziała. „Nie musimy rysować pięknie. Wystarczy być szczerym”.

Dziewczynka zastanowiła się przez chwilę, po czym wzięła fioletowy ołówek i zaczęła kolorować niebo.

„Niebo nie jest fioletowe” – powiedział automatycznie Daniel.

„Czasami się to zdarza” – odparła spokojnie Elena. „Zwłaszcza, gdy wszystko w środku jest pomieszane”.

Zamilkł.

Kilka minut później Lily była już zajęta cieniowaniem strony, z językiem wywieszonym w skupieniu. Elena poczuła, jak coś dziwnego rozpływa się w jej wnętrzu – mieszanina ciepła i ostrożnego strachu.

„Nie jesteś zły, że ją przyprowadziłem?” – zapytał cicho Daniel.

Elena pokręciła głową.

„Spóźniłem się dzisiaj, bo opiekowałem się chłopcem, który boi się wrócić do szkoły po amputacji nogi. Wygląda więc na to, że nie jesteśmy sami”.

Patrzył na nią przez dłuższą chwilę – bez litości, bez zakłopotania. Z rodzajem szacunku, o którym prawie zapomniała, jak to jest.