Cisza.
— Już nie wysyłam pieniędzy, ojcze. Absolutnie nie.
— Co masz na myśli, mówiąc absolutnie nie? A co z ratami? A co z domem?
— Dom jest twój. Moje życie należy do mnie.
Następnego dnia przyszedł Radu. Zdenerwowany, czerwony na twarzy.
— Wiesz, co zrobiłeś? Wpakowałeś mnie w kłopoty! Bank do mnie dzwonił!
— Sam spłacisz kredyt, jak dorosły.
— Ale dobrze zarabiasz!
— Już nie zarabiam dla ciebie.
Wyszedł, przeklinając.
Następowały dziwne dni. Ciche. Puste. Jak po burzy. Obudziłam się rano i po raz pierwszy nie musiałam sprawdzać, komu wysyłam pieniądze.
Kupiłam bilety. Krótki urlop. W górach. Sama. Usiadłam na ławce z gorącą herbatą w dłoni i poczułam coś nowego.
Ulgę.