– Nie mogę zaakceptować czegoś takiego… – mruknęła.
– Tak – powiedziała stanowczo Lia. – Powiedziałaś kiedyś, że naprawdę dobrzy ludzie niczego w zamian nie oczekują, i nauczyłyśmy się tego od ciebie. Ale wiesz, czego nauczyłyśmy się później? Że dobrzy ludzie zasługują na nagrodę.
– Claudia i Roxana wyjęły wydrukowane zdjęcia z mniejszego pudełka: troje nastolatków w szkolnych mundurkach, potem absolwenci w togach, a potem w szpitalach i placówkach medycznych, uśmiechnięci w nienagannych fartuchach.
– Jesteśmy pielęgniarkami – powiedziała dumnie Roxana. Wszystkie trzy. Pracujemy w różnych szpitalach, ale mamy ten sam plan: rozpoczynamy projekt pomocy porzuconym dzieciom. A ty jesteś wzorem.
Eleonora w końcu przerwała ciszę, pozwalając, by jej głos drżał bez wstydu.
— Pomogłam wam, bo byliście dziećmi… bo było mi was żal… nic więcej.
— Nie — powiedziała Lia — kochaliście nas, nie prosząc o nic w zamian. To więcej niż litość.
Kobieta zaczęła płakać, a łzy na jej policzkach zmieszały się z lekkim, lecz szczerym uśmiechem. Wstała, wzięła je za ręce i powiedziała: