— Jeśli chcecie mnie wynagrodzić, nagrodźcie mnie obietnicą: nigdy więcej nie pozwólcie żadnemu dziecku myśleć, że jest samo.
— Obiecujemy — powiedziały chórem.
W tym momencie jakby cały dom rozświetlił się. Powietrze było inne, czystsze, cieplejsze, jakby życie powracało po długim śnie. Eleonora nie była już zapomnianą staruszką, ale kimś, dla kogo warto było zapalić światło.
W kolejnych tygodniach jej dom wypełniony był wizytami, telefonami, planami i rozmowami. Eleonora poszła zobaczyć ośrodek i kiedy weszła, poczuła tę samą gulę w gardle, co wtedy, gdy znalazła dziewczynki na mrozie. Ale teraz było inaczej: nie chodziło już o przetrwanie, ale o nadzieję.
Spojrzała na budynek z kluczami w dłoni i powiedziała:
— Tu nie będzie zamków na duszę.
Od tego dnia Eleonora nie żyła już w milczeniu.