Tego wieczoru rodzina Almanzorów wydała huczne przyjęcie zaręczynowe w pięciogwiazdkowym hotelu w Bukareszcie. Sala była pełna gości, orientalnej muzyki i złotych świateł. Patrzyłam, jak udają, że mnie uwielbiają. Tariq wziął mnie za rękę i powiedział głośno:
„To kobieta mojego życia!”
Szeroko się uśmiechnęłam, wiedząc, że wszystko jest nagrywane i transmitowane na żywo.
Kiedy toasty dobiegły końca, dyskretnie skinąłem na mężczyznę w kącie sali. W ciągu kilku sekund na gigantycznym ekranie za sceną zaczęły się wyświetlać nagrania: śmiech Tariqa, obrażanie mnie przez Leilę, gadanie Hassana o „sojuszu” i „korzyściach”.
W sali zapadła cisza. Tariq nagle wstał, blady. Jego matka upuściła szklankę. Stałem nieruchomo, obserwując w milczeniu tłum.
„Dla tych, którzy myśleli, że nie znam arabskiego… niespodzianka” – powiedziałem do mikrofonu głosem spokojnym jak ostrze.