Przy bramce wejściowej pracownik obsługi naziemnej zatrzymał mnie i mojego syna

— „Proszę natychmiast odsunąć ją od pracy i przygotować pisemny raport. Jeśli w ciągu 24 godzin go nie otrzymam, lotnisko zostanie objęte pełną kontrolą bezpieczeństwa.”

Nie był to groźny ton. Tylko fakt.

Agentkę odprowadzono, a dyrektor zwrócił się do mnie niemal pokornie.

— „Samolot jest gotowy. Pani i syn macie miejsca w pierwszym rzędzie.”

Michał uśmiechnął się nieśmiało.

— „Możemy już iść, mamo?”

— „Tak, kochanie.”

Ruszyliśmy w stronę samolotu. Ludzie rozstępowali się, patrząc z szacunkiem.

Ktoś szepnął:

— „Tak powinna wyglądać każda mama.”

Na pokładzie Michał przytulił się do mnie.