Jego twarz zbladła.
Odwrócił się do Alfreda, chwiejnym krokiem.
— Proszę pana… Przepraszam… to była pomyłka.
Alfred powoli wstał.
— Nie. To był wybór.
Wyjął z kieszeni cienką teczkę i położył ją na stole.
— Nazywam się Alfred Ionescu. Jestem właścicielem firmy, która jest właścicielem tej restauracji.
Cisza.
Całkowita.
— Chciałem uczcić 50. rocznicę ślubu z moją żoną. Chciałem zobaczyć, jak traktuje się prostych ludzi, tych, którzy nie noszą drogich garniturów.
Rozejrzał się.
— Zobaczyłem.