Sięgnął po ciężki globus z brązu i lapis lazuli – jedną z niewielu pamiątek, jakie zachował ze swojego dawnego biura – i położył go na dywanie. Bento natychmiast podpełzł w jego kierunku, obracając globus małymi paluszkami.
Lucía obserwowała brata, ale jej oczy pozostały czujne. Nawet teraz, w bezpiecznym zakątku wsi, żyła z uszami wyczulonymi na wiatr. Nadal spała z butami schowanymi pod krawędzią łóżka, jakby w środku nocy musiała biegać.
— Lucía — powiedział cicho Marcelo.