Dziewczyna wykrzywiła usta. To nie był grymas, tylko warknięcie. Cofnęła się, uderzając plecami o drzazgę w drewnianym słupku. Nie szukała wyjścia, bo wiedziała, że go nie ma. Wpatrywała się w gardło Marcela. Oceniała dystans. Obliczała koszt ataku.
Marcelo rozpoznał to spojrzenie. Spędził życie otoczony drapieżnikami: mężczyznami, którzy kryli zęby za uśmiechami i prawniczym żargonem. Ale ta dziewczyna była czystym wyrazem przetrwania. Była kwintesencją wszystkiego, o co walczył, odartą z pozoru pieniędzy.