„Mam ogrzewanie w samochodzie” – powiedział Marcelo z desperacką nutą perswazji w głosie. „Mam koce. Mam lekarza, którego mogę natychmiast wezwać do domu. Możesz pojechać ze mną. Tylko na dziś wieczór. Tylko do powrotu Eleny”.
Dziewczyna wpatrywała się w niego, badając jego twarz w poszukiwaniu charakterystycznego tiku kłamstwa. Marcelo nie odwrócił wzroku. Pozwolił jej zobaczyć pustkę, którą nosił w sobie, rozpaczliwy głód człowieka, który miał wszystko, a jednocześnie nie posiadał niczego.
„Jeśli go dotkniesz…” powiedziała, zniżając głos o oktawę do ostrej groźby. „Będę krzyczeć. I ugryzę. Wydłubię ci oczy”.
„Wierzę ci” – powiedział Marcelo delikatnie. „Nie dotknę tego. Będziesz trzymać przez cały czas. Nie puścisz. Ja tylko… ja tylko wskażę drogę”.