Część 2
Podróż z powrotem do Grande była przytłoczona ciężką, duszącą ciszą. Serena siedziała z tyłu czarnego SUV-a, jej ramiona mocno otulone wokół Lily, która zasnęła po intensywnych łzach i przerażeniach wieczoru. Leo prowadził z precyzją ducha, jego oczy co chwila rzucały okiem w lusterko wsteczne, upewniając się, że nikt ich nie śledzi.
Gdy drzwi prywatnej windy otworzyły się bezpośrednio do penthouse’u Gabrielle Romano, czysty kontrast między zrujnowanymi drzwiami jej mieszkania a błyszczącym włoskim marmurem schronienia miliardera sprawił, że Serenie było niedobrze. Gabrielle czekał na nich w głównym gabinecie. Zmienił marynarkę na czarną koszulę z rękawami podwiniętymi do przedramion, ujawniając sieć skomplikowanych ciemnych tatuaży oplatających jego skórę. Wyglądał mniej jak wypolerowany biznesmen, a bardziej jak niebezpieczny lider syndykatu, jak twierdziły plotki.
Spojrzał na bladą twarz Sereny, niebieski siniec na ramieniu, gdzie zbir ją popychano, i spłakane policzki śpiącej dziewczynki, którą trzymała. Mięsień drgnął w jego żuchwie.
„Leo,” Gabrielle powiedział, jego głos cicho i groźnie. „Czy O’annon odszedł oddychając?”
„Ledwo, szefie,” odparł Leo. „Zrozumiał nowy układ.”
Gabrielle kiwnął głową, odrzucając egzekutora. Skierował uwagę na Serenę. „Jest pokój gościnny wschodniej korytarza. Łóżko jest już przygotowane. Połóż ją, Sereno. Potem wróć tutaj. Musimy porozmawiać o interesach.”
Serena niosła Lily przez ogromny korytarz, wchodząc do pokoju, który był większy niż jej całe poprzednie mieszkanie. Łóżko było chmurą białego jedwabiu i puchu. Delikatnie położyła Lily, przyciskając długi pocałunek do czoła córki.
„Robię to dla ciebie,” obiecała cichutko śpiącej dziewczynce. „Tylko dla ciebie.”
Gdy Serena wróciła do gabinetu, Gabrielle rozłożył gruby stos dokumentów prawnych na mahoniowym biurku. Nalał szklankę bursztynowego płynu i przesunął ją w stronę Sereny.
„Wypij. Wyglądasz, jakbyś miała się rozpaść,” powiedział ją zachęcająco.