Samotna matka zabrała swoją córkę do pracy — nie spodziewała się propozycji szefa mafii.

Podniosła złoty długopis. Jej ręka drżała, gdy podpisała swoje imię na linię, efektywnie sprzedając 6 miesięcy swojego życia diabłu, aby kupić przyszłość dla swojej córki.

Gabrielle wziął umowę, jego wyraz twarzy nieprzenikniony. „Dobrze. Wysypiaj się, Sereno. Jutro, sprzątaczka umrze, a przyszła pani Romano narodzi się.”

O 7:00 następnego ranka rzeczywistość Sereny spadła na nią w postaci przerażająco eleganckiej francuskiej kobiety o imieniu Vivienne. Vivienne była osobistą stylistką i organizatorką Gabrielle, kobietą poruszającą się z efektywnością generała wojskowego. Wpadła do penthouse’u, za nią trzech asystentów niosących wieszaki z projektantami sukni, pudełka z diamentową biżuterią i walizki z kosmetykami wysokiej końcówki.

„Mon Dieu,” Vivienne wymamrotała, okrążając Serenę i oceniając jej postrzępione dżinsy i za dużą bluzę z absolutnym przerażeniem. „Gabrielle, przywiodłeś mi zdziczałego kociaka i poprosiłeś, żebym zmieniła ją w lwicę do zachodu słońca. Cud, że za to pobieram podwójną stawkę.”

Gabrielle siedział w skórzanym fotelu w kącie pokoju, popijając czarną kawę. „Po prostu zrób to, Vivienne. Wyjeżdżamy na Hamptony o 16:00.”

Przez następne 6 godzin Serena była gnieciona, polerowana i malowana. Jej mysi, przerośnięty włos został przekształcony w elegancki styl, który ramionował jej wysokie kości policzkowe i był pomalowany na bogaty, błyszczący kasztan. Jej paznokcie zostały zrobione, a skóra złuszczona i nawilżona kremami kosztującymi więcej niż jej miesięczny czynsz. Lily siedziała na podłodze, szczęśliwie bawiąc się nowym zestawem klocków, które Leo w magiczny sposób wyprodukował, podziwiając transformację matki z zachwycenieniem.

„Mamo, wyglądasz jak księżniczka,” Lily szepnęła, gdy Vivienne nakładała miękki, stonowany czerwony lakier na usta Sereny.

„Zostań spokojna, chérie,” Vivienne skarciła lekko, wycofując się, aby podziwiać swoją pracę. „Teraz, suknia.”

Vivienne wyciągnęła suknię z aksamitnej torby. Była arcydziełem głębokiego zielonego jedwabiu, zaprojektowanej tak, aby elegancko opadała na kształty Sereny z smakowitym, ale kuszącym rozcięciem w nodze. Gdy Serena założyła ją i stanęła przed lustrem od podłogi do sufitu, sapnęła. Nie rozpoznała kobiety spoglądającej na nią. Wyczerpana, pokonana sprzątaczka zniknęła. Na jej miejsce stała kobieta o oszałamiającej gracji i spokojnej mocy.

Gabrielle spojrzał na nią z tabletu. Pokój nagle umilkł w jednym momencie. Wpatrywał się w Serenę, jego ciemne oczy powoli śledziły od krawędzi emeraldowej sukni w górę krzywizny jej talii ku jej nagim, eleganckim ramionom i wreszcie do jej szerokich, ostrożnych oczu. Na ułamek sekundy nieprzenikniony lód w jego spojrzeniu pękł, ujawniając błysk surowego, niezaprzeczalnego głodu. Nagło porządkując gardło, wstał, zapinając marynarkę.