Na 4 piętrze jednak rzeczy nie układały się zgodnie z planem. Lily skończyła swój kartonik soku, pokolorowała 3 obrazy bardzo abstrakcyjnego psa i dotarła do ostatecznej tragedii dla każdego 5-latka: bateria iPada się wyczerpała. Ekran zgasł, zanurzając małą fortecę w nudzie. Lily czekała, czując, że minęły całe 10 lat. Spojrzała zza pościeli. Pomieszczenie z zaopatrzeniem było ciche i nieco straszne. Musiała skorzystać z toalety, a chciała pokazać mamie rysunek, który namalowała Barnaby, królika.
Przypominając sobie obietnicę, aby być cichą, Lily wysunęła się z fortu. Stanęła na palcach, złapała zimny metalowy klamką i przekręciła. Drzwi kliknęły się otwarte. Serena, w panice, zablokowała je z zewnątrz, ale to nie uniemożliwiło otwarcia drzwi od wewnątrz.
Lily wyszła na tętniący życiem korytarz serwisowy. Ogromne wózki do prania przejeżdżały obok niej, pchane przez ludzi, którzy poruszali się zbyt szybko, by zauważyć dziecko o wysokości talii przytulającego kawałek papieru budowlane. Lily wędrowała w kierunku błyszczących srebrnych drzwi na końcu korytarza: windy. Widziała, jak mama nacisnęła guzik z strzałką wskazującą w górę, więc Lily też go nacisnęła. Gdy drzwi się otworzyły, weszła do środka.
Panel przycisków był zbyt wysoki, ale było jedno specjalne okno świecące miękkim złotym światłem na samym szczycie, które mogła sięgnąć, jeśli skoczy. Podskoczyła, uderzyła malutką dłonią w świecący przycisk PH, a winda zaczęła gładki, cichy wznos.