Sąsiedzi we wsi śmiali się z Tanyi, gdy jej narzeczony zostawił ją

Weszli do jedynego pokoju. Wiera Iwanowna szybko rozejrzała się po okolicy: łuszczące się ściany, stare łóżeczko, zimny piec. Zdjęła rękawiczki, położyła je na stole i odwróciła się do synowej.

„Zadzwonił do mnie Siergiej” – zaczęła. „Powiedział, że się rozstaliście. Że sami o tym zdecydowaliście”.

Tanya się zarumieniła.

„Skłamał. Porzucił nas. Powiedział, że nie zaakceptujesz swojego wnuka”.

Wiera Iwanowna uśmiechnęła się, ale w jej uśmiechu nie było radości.

„Mój syn jest tchórzem. Wiem to od dawna. Ale jest też kłamcą”.

Podeszła do Miszy, który patrzył na nią szeroko otwartymi oczami. Kobieta wyciągnęła palec, a chłopiec chwycił go swoją małą rączką. Wiera Iwanowna zamarła na sekundę, jakby zastanawiając się nad czymś w sobie. Potem wyprostowała się i spojrzała prosto na Tanię.

„Posłuchajcie mnie uważnie. Nazwisko dziecka jest moje. Krew jest moja. Nie pozwolę, żeby mój wnuk dorastał w stodole i żywił się powietrzem. I nie pozwolę, żeby matka mojego wnuka była upokarzana przez lokalne plotki”.