Sąsiedzi we wsi śmiali się z Tanyi, gdy jej narzeczony zostawił ją

Tanya zamrugała ze zdziwieniem.

- Ale... Siergiej powiedział, że ty...

„Cokolwiek powiem, stanie się” – przerwała Wiera Iwanowna. „Zabieram cię do siebie. Do miasta. Dzisiaj”.

— Jak to? Rzeczy, dom…

„Możesz sprzedać dom później, jak już będziesz miał głowę na karku. A teraz przygotuj się. Masz dwadzieścia minut”.

Podczas gdy Tania gorączkowo pakowała walizki, Wiera Iwanowna wyszła na werandę. Sąsiedzi, którzy już otoczyli płot, spodziewając się sceny lub łez, cofnęli się. Bogata matka synowej spojrzała na nich ciężkim wzrokiem.

„Nie chcę słyszeć ani słowa o tej synowej” – powiedziała cicho, ale wystarczająco głośno, żeby wszyscy mogli usłyszeć. „W przeciwnym razie każdy z was będzie miał problemy z inspekcjami waszych gospodarstw. Wiem, jak to się robi. Rozumiecie?”

Zapadła absolutna cisza. Nawet wrony na dachu zamilkły. Wiera Iwanowna skinęła głową i wróciła do domu.

W mieście życie Tani zmieniło się z dnia na dzień. Wiera Iwanowna nie chciała, żeby mieszkali w jej ogromnej rezydencji, rozumiejąc, że młoda matka potrzebuje własnej przestrzeni. Kupiła z wyprzedzeniem przestronne, dwupokojowe mieszkanie w nowym budynku, w pełni umeblowane. Zarejestrowała nieruchomość na nazwisko Tani, ale pod jednym warunkiem: nie mogła nią rozporządzić, dopóki Misza nie osiągnie pełnoletności.