Z bliska Elena mogła dostrzec puste cienie pod ich oczami i słaby niebieskawy odcień ich warg. Głód miał swój szczególny wygląd; każdy, kto dorastał tak jak ona, potrafił go od razu rozpoznać.
„Co robicie tutaj w deszczu?” zapytała cicho.
Przez długi moment żadna z nich się nie odezwała. W końcu najstarsza odpowiedziała, jej głos był tak cichy, że wiatr niemal go poniósł.
„My… my próbujemy dowiedzieć się, gdzie spać.”
To zdanie trafiło Elenę jak cios, którego się nie spodziewała.
„Gdzie są wasze rodzice?” zapytała ostrożnie.
Dziewczynka spuściła wzrok.
„Nie mamy żadnych.”
Pozostałe trzy milczały, obserwując Elenę z ostrożną ciszą, która sugerowała, że już nauczyły się, iż świat nie zawsze jest łaskawy dla dzieci, które nie mają gdzie iść.
Elena odgarnęła wilgotne włosy z twarzy najmłodszej dziewczynki.
„Na pewno wam zimno,” powiedziała. „Dlaczego nie wejdziecie na chwilę do środka?”
Druga najstarsza dziewczynka mocniej ścisnęła najmłodszą.
„Nie możemy,” wyszeptała. „Nie mamy pieniędzy.”
Elena uśmiechnęła się zmęczonym, ale szczerym uśmiechem.
„Dziś wieczorem nie potrzebujecie ich.”
Wymieniły niepewne spojrzenia, takie, które cicho przechodzi między rodzeństwem, które nauczyło się polegać tylko na sobie.