— Do tego właśnie doszliśmy? Żeby patrzeć, jak staruszkowie i dzieci naśmiewają się z siebie bez kiwnięcia palcem?
Nikt nie odpowiedział. Tylko wiatr szeleścił w liściach.
Potem, łagodniejszym głosem, zwrócił się do Luci.
— Byłaś dzielna, mała. Dziękuję, że ich broniłaś.
Dziewczynka spojrzała na niego szeroko otwartymi oczami i skinęła głową, ocierając łzy.
Kiedy odwrócił się do rodziców, Maria cicho płakała.
— Pięknie wyrosłaś, Matei — powiedziała drżąc.
Uśmiechnął się lekko, ale w jego oczach malował się głęboki ból.
— Nie powinieneś był przez to przechodzić.