Wyjął chusteczkę z kieszeni i otarł czoło ojca, jak za dawnych czasów, kiedy Ion uczył go jeździć na rowerze, a on uderzał się w kolano. Czas zdawał się między nimi stać w miejscu.
Z parku podszedł zawstydzony starzec. — Wybacz nam, chłopcze. Powinniśmy byli interweniować.
Matei skinął głową.
— Lepiej wyciągnijmy z tego wnioski. Dzisiaj to byli dwaj starzy panowie, jutro może to być każdy z was.
Założył kask, pomógł matce wsiąść na motocykl i czułym gestem wyciągnął rękę do ojca.
— Chodź, tato. Krótka przejażdżka, jak za dawnych czasów.