— „Spotkaliśmy się przypadkiem w samolocie” — wyjaśniła Julia, dostrzegając błysk nadziei w oczach byłej teściowej.
Wieczór minął w wirze przygotowań do uroczystości, Julia pomagała przy przekąskach, Oleg układał stare pudełka na strychu. Starali się unikać samotności, lecz w pustym domu było to trudne.
Nocą Julia nie mogła zasnąć. Łóżko wydawało się zbyt szerokie, zbyt puste. Słyszała kroki Olega — zawsze tak chodził, gdy rozmyślał. Po chwili cisza. Spojrzała przez okno, a drzewo za nim szeleściło liśćmi. Trzy ostatnie lata wydawały się snem, ale to była rzeczywistość: pod tym samym dachem, zmienieni, a jednak tacy sami.
Ranek witał zapachem świeżej kawy i nuceniem Niny Wasiljewnej w kuchni. Julia pomagała przy śniadaniu, Oleg pojawił się nieśmiało, wymienili tylko kiwnięcie głową. Zwykłość stawała się dziwnie znajoma.
Popołudnie przyniosło gości. Julia sprawnie pomagała w przygotowaniach, Oleg przyjmował przybyłych, krótko spoglądając w jej stronę.
Później, na werandzie, Oleg podał jej kieliszek wina:
— „Pamiętasz, jak tu planowaliśmy przyszłość?”
Julia skinęła głową. To właśnie na tej werandzie kiedyś postanowili się pobrać.