Sprzedał wszystko, żeby opłacić szkołę swoim dzieciom.

Wsadzili ją do lśniącego, czarnego samochodu. Maria mocno przycisnęła starą torbę do piersi, jakby bała się, że ktoś jej ją zabierze.

Gdy dotarli do Otopeni, jego serce biło tak mocno, jakby chciało wyskoczyć z piersi.

Nigdy wcześniej nie był na lotnisku.

Ludzie patrzyli na nią. Na jej prosty fartuch, stare buty, pracowite ręce.

Ale chłopcy szli dumnie, jeden po każdej stronie.

Przeszli przez specjalny korytarz. Pracownik przywitał ich z szacunkiem.

Na pasie startowym czekał ogromny biały samolot.

Nazwa firmy była wypisana na kadłubie. A pod oknem kabiny, małymi, niemal niewidocznymi literami, widniał napis: „Maria”.

„Co to jest?” zapytała drżącym głosem.