Starsza dziewczynka, Lily, według podpisu, patrzyła prosto w kamerę...

A ja? Uwierzyłem w jej wymuszone uśmiechy. W „wszystko w porządku, tato”. W rodzinne zdjęcia pod kolumnami ich rezydencji.

Usiadłem i po raz pierwszy od dawna pozwoliłem sobie na łzy.

Nie ze słabości.

Z wściekłości.

Kiedy się obudziła, siedziałem obok. Jej włosy — nierówne, poszarpane — opadały na poduszkę jak ślad po bitwie.

— Przepraszam — wyszeptała.

Serce mi pękło.

— Za co, córeczko?

— Że cię zawiodłam. Że nie byłam wystarczająco dobra dla nich.