Maria poczuła, jak powietrze w pomieszczeniu robi się ciężkie. Nie była kobietą, która daje się ponieść opowieściom, ale coś tam w dole ją przytłaczało. Mimo to nie przebyła tej drogi, żeby odejść z pustymi rękami.
Napiął kręgosłup i ponownie podszedł do dużej skrzyni. Nacisnął zamek. Był szczelnie zamknięty. Rozejrzał się i zauważył duży kamień, oderwany od ściany. Podniósł kamień, wsunął go między zamek a drewno i, zaciskając zęby, uderzył. Zamek ustąpił z suchym trzaskiem, który rozniósł się echem po całym pomieszczeniu niczym grzmot.
Maria wzięła głęboki oddech i uniosła wieko.
W środku znajdowały się skórzane torby przewiązane sznurkiem. Otwierała je po kolei i czuła, jak miękną jej kolana: były pełne złotych monet, migoczących słabo w świetle lampy. Obok nich leżał gruby plik papierów z długami, aktami własności, a wśród nich notes oprawiony w skórę.
Otworzyła go. Na pierwszej stronie widniał napis: „Dziennik Grigore Mendu”.
To było imię ojca Iacoba.