W otworze pojawił się cień mężczyzny.
Maria wstrzymała oddech.
Kiedy postać weszła do pokoju, uniosła lampę, a jego twarz się rozjaśniła.
— Pan Jacob?!…
Mężczyzna patrzył na nią długo. Nie ze złością. Nie ze strachem. Ale ze smutkiem, jakiego Maria nigdy wcześniej u niego nie widziała.
— Nie miałaś tu trafić, Mario… ale jeśli trafiłaś, to znaczy, że tak miało być.
Wszedł do pokoju, pochylił się, dotknął dużej skrzyni i westchnął głęboko.
— Oto sekret, który zrujnował pokolenia mojej rodziny. To złoto… — rozejrzał się po pokoju — …przyniosło jedynie klątwy, podejrzenia i śmierć. Mój ojciec ukrył je, mając nadzieję, że ochroni rodzinę. Ale prawda musi wyjść na jaw, inaczej krąg nigdy nie zostanie przerwany.
Maria spojrzała na niego z niedowierzaniem.
— I… co chcesz z tym wszystkim zrobić?
Jakub podniósł na nią wzrok.