Świt nastał szary, jakby samo niebo się wahało.
Wydał z siebie cichy, niemal niedowierzający śmiech.
—To lepiej wezmę się do pracy.
I tak też się stało.
Alejandro Rivas, milioner, którego wszyscy uważali za zmarłego, dzielił swój czas między dwa światy. W mieście był strategiczny, a w razie potrzeby bezwzględny. Na wsi nosił worki, uczył matematyki po południu i uczył się robić tortille bez przypalania.
Jego majątek przestał być tronem, a stał się narzędziem.
Nigdy publicznie nie ujawniła, gdzie spędziła te miesiące. Media snuły romantyczne teorie, spiski i duchowe rekolekcje. Prawda pozostała pogrzebana w tym zapomnianym zakątku świata.