Potem spojrzała na niego i uśmiechnęła się.
Chłopiec zamrugał ze zdziwienia, po czym narysował kolejne, mniejsze, wewnątrz tego, które narysowała.
Łucja cicho się zaśmiała. Słowa nie były potrzebne.
Od tamtej pory ich wieczory stały się rytuałem.
Spotykali się w ogrodzie i komunikowali się za pomocą znaków, gestów, spojrzeń.
Uczyła go liter rysowanych w powietrzu, a on, z niesamowitą pamięcią, powtarzał je z precyzją, która ją zadziwiała.
Po kilku tygodniach Gabriel potrafił tworzyć proste słowa rękami: mama, słońce, dziękuję.
Łucja uczyła go cierpliwie, jakby był jej rodzonym bratem.
Kiedy Andriej zauważył te zmiany, nie chciał w nie uwierzyć.
Lekarze powiedzieli mu, że chłopiec nigdy nie będzie w stanie się komunikować.