To było trudne. Wpajane latami poczucie winy podnosiło głowę i gryzło ją od środka. Śniły jej się koszmary, w których jej siostrzenice płaczą, prosząc, by wpuściła je do domu, a ona zatrzaskuje przed nimi drzwi. Budziła się zalana zimnym potem, a Oleg uspokajał ją, głaskał po włosach i szeptał: „Postąpiłaś słusznie. Obroniłaś nas i naszą przyszłość”.
Zanurzyli się po uszy w remont. Sami zdzierali tapety od dewelopera, kuli ściany, nosili worki z zaprawami. Brud, kurz, zmęczenie — to było wybawienie. Każdy wkręcony w ścianę wkręt, każdy wyrównany centymetr tynku był aktem potwierdzenia jej prawa. Prawa do własnego życia.
Pewnego wieczoru, gdy wracali późno ze sklepu budowlanego, pod blokiem czekał na nich Sierioża, mąż Ziny. Wyglądał na zmęczonego i potarganego.